Szok kulturowy we własnej ojczyźnie, cz. 1

Zbierałam się do napisania tego artykułu dość długo, bo temat, który poruszę, jest bardzo ważny dla Was. Muszę przyznać, że jak opublikowałam pytanie na Facebooku, czy napisać o tym artykuł, nie spodziewałam się aż takiego odzewu (około 130 osób zalajkowało wpis, otrzymałam wiele komentarzy oraz wiadomości prywatnych, że czekacie na ten tekst). Wiele osób, które przyjechały do Polski z emigracji, czuje się obco we własnym kraju. Przez dłuższy czas nie mogą one odnaleźć się we własnej ojczyźnie i są często szykanowane przez swoich najbliższych lub dalszych znajomych za to, że tak się czują. Ten artykuł okazał się tak długi, że postanowiłam go podzielić na części.

Zacznijmy od początku.

Moja decyzja o powrocie z Monachium do Warszawy

Moi polscy znajomi z Monachium, słysząc, że wracam do Warszawy, popukali się w czoło i powiedzieli: „Zwariowałaś?”. Zdawałam sobie wtedy sprawę z tego, że mieli wiele racji. Uciekać z Monachium – miejsca, w którym tak naprawdę się odrodziłam? Miejsca, w którym zapomniałam o wyścigu szczurów panującym w Warszawie? Miałam bardzo nieprzyjemne wspomnienia z Warszawy i pomimo że moi znajomi o tych doświadczeniach nie wiedzieli, czułam, że trafili w sedno co do moich obaw.

„Zniszczą Cię w Warszawie. Oni nie są tam tacy mili… Wrócisz tutaj z podkulonym ogonem” – powiedzieli. Moi polscy znajomi z Monachium w większości już wiele lat mieszkali w Niemczech i ani im się śniło wrócić do Polski. Niektórzy z nich postawili nawet zakłady, kiedy wrócę z Warszawy do Monachium. Większość mówiła, że wrócę prawdopodobnie po roku.

Wiem, że moi znajomi nie chcieli mnie zranić tymi słowami. Oni sami bowiem takiego kroku by nie podjęli i chcieli mnie ustrzec przed tą decyzją. Mieli negatywny stosunek do tego, co się dzieje i działo w Polsce, głównie dlatego, że w jakiś sposób zostali w Polsce bardzo zranieni, w szczególności chodzi tu o rozwód, o utratę pracy itp. W Niemczech znaleźli ukojenie swojego bólu i poznali świat, w którego społeczeństwie panują inne zasady. A rzeczywiście są one inne, ale o tym w następnym wpisie.

Oczywiście jest sporo polskich emigrantów, którzy wyjechali do Niemiec przez przypadek, może dla pieniędzy, może za miłością, i właśnie oni najczęściej myślą o powrocie do Polski – i zazwyczaj wracają albo po paru latach zauważają, że jednak chcą zostać w Niemczech. Są różne historie. Muszę przyznać, że ja w Niemczech również znalazłam ukojenie, a moja decyzja o powrocie do Polski była nielogiczna i niezrozumiała, nie tylko dla moich znajomych, ale w głębi serca i… dla mnie.

Dlaczego zatem chciałam wrócić?

Głównie dlatego, że miałam pewne marzenie, którego nie zrealizowałam, będąc w Warszawie kilka lat przed emigracją. Chciałam napisać pracę doktorską, ponieważ czułam, że uwielbiam się uczyć i mam coś do powiedzenia w nauce. Moim marzeniem było pozostawienie czegoś po sobie. Jedni marzą o dzieciach. Ja marzyłam o pozostawieniu po sobie pracy naukowej. I wiedziałam, że mój tryb życia w Niemczech (ciągłe szukanie mieszkań i zaangażowanie na maxa w pracy zawodowej) uniemożliwi mi realizację mojego marzenia. (Nie myślałam jeszcze wtedy o książkach, nauczaniu itp.).

Doktorat był na pierwszy rzut oka nielogiczną decyzją od strony finansowej, ale czułam, że po prostu tego chcę. Czułam również, że po emigracji jestem dużo silniejszą osobą, niż byłam wcześniej, i jeśli napotkam trudne sytuacje w Warszawie, to dam sobie z nimi radę. Zdawałam sobie również sprawę z tego, że jeśli po napisaniu pracy doktorskiej stwierdzę, że zrealizowałam swój cel, ale rzeczywiście nie czuję, że Warszawa to moje miasto, Polska zaś to jedynie kraj urodzenia, to wtedy wrócę do Monachium. Przy czym nie z podkulonym ogonem, tylko z pucharem triumfu, bo zrealizowałam swoje marzenie. Czułam, że dam radę. Wyjechałam.

Pierwszy rok w Warszawie

Do Warszawy przyjechałam zatem z nastawieniem bojowym. Z drugiej strony jednak myślałam, że przynajmniej znam język polski i nie będę mieć nieporozumień językowych, które na początku w Niemczech były dla mnie dość trudną sprawą.

Zaskakujące jest to, że przyjechałam do Warszawy i… było przez pierwszy rok całkiem dobrze. Przeżyłam swego rodzaju „miesiąc miodowy”, który jest znany z teorii szoku kulturowego. W Warszawie na początku cieszyłam się z polskiego jedzenia, ze swojego mieszkania, z którego nie musiałam się przeprowadzać (w Niemczech przeprowadzałam się w sumie 10 razy w ciągu 3 lat), cieszyłam się z wielu małych rzeczy, z których „normalna” osoba by się nie cieszyła. Ludzie w Warszawie podchodzili do mnie na ulicy i pytali: „Pani się uśmiecha. Dlaczego?”. Naprawdę! Wbrew moim obawom potrafiłam się cieszyć ze wszystkiego.

Podobnie było z pracą zawodową – w Monachium musiałam się naprawdę postarać o pracę. Byłam jednym z wielu obcokrajowców, którzy aplikowali na marketingowe stanowiska. W Warszawie nawet nie musiałam się starać o pracę. Pracodawcy sami dzwonili. Znajomość języka niemieckiego otworzyła mi drzwi do każdej korporacji (np. uczyłam niemieckiego w BMW), a niedobór germanistów na rynku (coraz mniej jest germanistów, bo w Polsce rozpowszechnia się stereotyp, że „przecież niemiecki jest taki zły, a Niemcy tacy niedobrzy”) sprawił, że szkoły językowe płaciły mi za dojazd taksówkami do klienta tylko dlatego, abym się zgodziła uczyć. RAJ na ziemi. W związku z tym, że znałam lepiej język niemiecki niż germaniści, którzy uczyli się niemieckiego tylko w Polsce, NIE MIAŁAM prawie żadnej konkurencji. W teście do szkoły językowej Berlitz spośród wszystkich germanistów wybrano do nauczania języka tylko mnie :), czyli ekonomistkę, nauczoną języka niemieckiego przez Niemców, bez przygotowania psychologiczno-pedagogicznego. Dlaczego? Bo znałam ten „prawdziwy”, „żywy” język niemiecki, a nie literacki.

Ta sytuacja trwa do dzisiaj. Wybieram tylko takie zlecenia, które są dla mnie naprawdę atrakcyjne. Miałam szczęście, że trafiłam na szkołę językową Berlitz, jedną z najbardziej prestiżowych szkół w Warszawie, która nauczyła mnie metody „zanurzenia w języku”. Zakochałam się w tej metodzie, ponieważ na emigracji również dzięki niej (czego nie byłam świadoma) nauczyłam się niemieckiego. Za 60 minut indywidualnych lekcji ze mną w Berlitz klienci płacili bardzo wysoką cenę. W branży językowej czuję się księżniczką 🙂 W ciągu paru kolejnych paru lat w Warszawie nadrobiłam również formalne wymogi.

Muszę przyznać, że praca doktorska przez pierwszy rok po emigracji nie była w centrum moich zainteresowań. Przyjechałam do Warszawy TYLKO ze względu na ten cel, ale… byłam tak zachwycona swoją nową pracą, mieszkaniem i polskim jedzeniem, że szybko zapomniałam, dlaczego tak naprawdę wróciłam. Taka „regeneracja” po emigracji była mi jednak potrzebna.

Tak się skończył mój pierwszy rok w Warszawie, który wspominam bardzo miło. „Miesiąc miodowy” musiał kiedyś dobiec końca. W drugim roku zaczął się porządny szok kulturowy we własnym kraju. I między innymi to właśnie wcześniej postawiony cel (praca doktorska) stał się dla mnie światełkiem w tunelu.

Pomimo tego, że byłam przygotowana na „bój”, NIE WIEDZIAŁAM, z czym dokładnie się zmierzę. „Trudności z przeszłości” zniknęły, ale za to pojawiły się nowe. Dlaczego? Bo znalazłam się w innych sytuacjach niż kiedyś. Życie jest nieprzewidywalne i ciekawe. Spotkałam się z takimi problemami, których nawet nie mogłam sobie wyobrazić i na które nie mogłam się przygotować. Ale o tym w następnym wpisie 🙂

Moja rada: Ciesz się „miesiącem miodowym” jak najdłużej się da. To szaleńcze uczucie już nie wróci. Nie wróci, dopóki nie zdecydujesz się znowu na przeprowadzkę do nowego kraju 😉 Wykorzystaj swój dobry humor 🙂 

 

Nadchodzi bowiem…

 

burza.

 

Zdjęcie z 2015 roku

Moja reakcja: Wpatruję się z zaskoczeniem na mnóstwo rurek, które dostałam w restauracji w Warszawie. Po emigracji w Niemczech był to dla mnie widok – CO NAJMNIEJ dziwny i interesujący. 🙂

rurki

Reklamy

2 Komentarze

04.12.2014 · 16:07

2 responses to “Szok kulturowy we własnej ojczyźnie, cz. 1

  1. intergalactic575

    Wróciła pani z Munchen do Polski ! Odważna jest pani.

Odpowiedz na Oczy Polki Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.