Tag Archives: angielski

INNY świat

Kto ma znajomych za granicą, pewnie często od nich słyszy: „Bo tam jest inny świat”. A Polacy w Polsce wtedy się oburzają, mówiąc: „Jaki inny świat? Taki sam przecież. Kasy mają tylko więcej”. Wtedy wiem, że ci Polacy po prostu byli za granicą tylko na wczasach i nie byli w stanie zauważyć różnic kulturowych i mentalnościowych w danym kraju. Często zauważają tylko w miarę podobne budynki, lepsze samochody… nic poza tym.

W każdym państwie jest mniej lub bardziej inny świat od tego, który mamy w Polsce. Słowiańskie kraje są do siebie bardziej podobne niż np. Niemcy z Polską. W nauce są różne teorie, dlaczego tak jest. Ostatnio zafascynowała mnie teoria językowego obrazu świata mówiąca o tym, że język tworzy w naszym umyśle świat mentalny. Oznacza to, że jeśli posługujesz się jednym językiem obcym, Twój świat ograniczony jest jedynie do pewnych ram, które narzuciło społeczeństwo posługujące się danym językiem. Im więcej języków znasz, tym bardziej Twój horyzont się rozszerza. To ma sens, choć nie twierdzę, że ci, którzy znają tylko język polski, nie mogą być otwarci na inne perspektywy. Na pewno jest im jednak trudniej zrozumieć, dlaczego „widzą więcej” niż inni rodacy. Przykładowo: niektóre kraje nie mają w swoim słownictwie całej palety kolorów, którą my mamy. Były prowadzone badania, że te osoby, widząc nowe kolory, nie były w stanie ich odróżnić od innych 🙂 Prosty przykład, ale pokazujący, jak bardzo nasz umysł jest uzależniony od kultury i języka.

wunschtattoos.de

farbvorlage

Powiem szczerze, że wyjeżdżając 4 lata temu do Niemiec, nie zdawałam sobie sprawy, że ucząc się języka niemieckiego i żyjąc wśród Niemców, nie tylko zmienię swój zasobów słownictwa. Zmieniłam swój pogląd na świat.

W Polsce, w jednym ze słowiańskich krajów, ważna jest rodzina, hierarchia – ojciec, matka, dzieci. To wynika z naszych korzeni. Następnie z religii. Nie ma co udawać, że polityka nie miesza się z religią. Społeczeństwo ma w głowie pewne schematy/obraz świata i na podstawie tego tworzy się nasza rzeczywistość. U jednych ten świat może w 100% odzwierciedlać ich myśli, u drugich niekoniecznie. W moim przypadku nie do końca zgadzałam się z hierarchią gloryfikowaną w Polsce, ale nie wiedziałam, że może być inaczej. „Inaczej” nie znaczy „lepiej”. Oznacza, że mnie osobiście bardziej coś innego pasuje. Może Tobie pasuje coś innego?

W Polsce ważne jest to, aby w swoim życiu „coś” osiągnąć. Szkoła, matura, studia, praca, mąż i dzieci. Najlepiej do 30. roku życia. Potem już jest za późno 🙂 Potem są inne cele: dzieci mają zdać dobrze maturę, zdobyć pracę itp. i kółko się zamyka. Jeśli komuś nawet się to uda, to czy na pewno jest „w końcu” szczęśliwy? Mam tutaj wątpliwości, patrząc na liczbę rozwodów wśród swoich znajomych, którzy pospieszyli się, bo „wypadało już mieć żonę”. Przyjeżdżając do Niemiec, zastanawiałam się, dlaczego ludzie, szczególnie w Monachium, są pogodni. Po prostu radośni. I nie chodzi tu o warunki życia. Niektórzy z nich mieli nawet gorsze warunki niż Polacy, których znałam. Niektórzy z nich są wiecznymi singlami. Niektórzy nigdy nie będą już mieć dzieci. Po jakimś czasie dowiedziałam się, dlaczego ludzie, mimo iż „niewiele osiągnęli”, są szczęśliwi. W Niemczech ważne jest to, aby wyjść z tzw. „Matrixa”. Z oczekiwań społeczeństwa, że masz coś zrobić. Masz robić to, co Ci serce podpowiada. Trzeba coś osiągnąć? Czy osoba, która przejechała cały świat na własny koszt „osiągnęła coś”? Niewiele. Zebrała doświadczenia dla siebie i to ją wzbogaciło, i to ją cieszy. Nie dostała awansu? „Nie zdążyła z dzieckiem”? Pytanie: czy naprawdę tego chciała? To niesamowite uczucie, jak się jest uwolnionym od odgórnego nacisku, co trzeba zrobić. Przyznaję, że to uczucie poznałam dopiero w Niemczech i pielęgnuję je bardzo skrzętnie.

Reklama Fundacji Mamy i Taty, rok 2015, przedstawiający idealnie to, o czym piszę

mama

Takie zachowanie niemieckie ma jednak drugą stronę. Tę negatywną. Polak musi coś osiągnąć, bo inaczej nie może być szczęśliwy. To oznacza, że swoją energię poświęca w 100% na osiągnięcie tego i osiąga to, co sobie założył albo co ktoś inny za niego założył. Dlatego Polacy jako pracownicy w Niemczech są bardzo cenieni. „Im się chce”. A ja mówię: „oni muszą, bo inaczej nie będą zadowoleni z siebie,  bo społeczeństwo im wytknie, że nic nie osiągnęli”. Niemiec natomiast, jak mu się nie chce, to nie zrobi, a argumenty w stylu „bo społeczeństwo tego oczekuje” niewiele dają 🙂

Mnie jednak i tak bardziej przekonuje myślenie niemieckie. I absolutnie nie wyrzekam się polskości (a właściwie cechy słowiańskich kultur). Uważam, że mamy wiele dobrych cech, m.in. dążenie do celów. Ale ten nacisk społeczny akurat mnie osobiście nigdy się nie podobał, a Niemcy utwierdzili mnie w przekonaniu, że można żyć inaczej. UWAGA! Nie piszę ogólnie: „że tak jest lepiej”. To – po pierwsze – byłoby nieprawdą (bo nie każdy myśli jak ja), a po drugie – nie mam dowodów, że tak dla ogółu jest lepiej, nie przeprowadziłam badań naukowych na ten temat, aby teraz uogólniać. Piszę, jak ja sądzę. Z doświadczenia jednak wiem, że to, co się robi z serca, a nie z przymusu, daje więcej radości i lepsze efekty.

Myślę, że szczególnie historia staruszki, którą usłyszałam w radiu, była dla mnie szczególnie ważna w zmianie nastawienia do życia. Ta staruszka odchowała dzieci, miała nawet wnuczki, ale zamiast mieszkać z nimi, wolała zostać w swoim pięknym lesie bawarskim, gdzie niewiele się dzieje, a najbliższy sklep jest 1 km od jej domku. Kobieta nie była sprawna, ale była w stanie zająć się sobą. Cisza, spokój, śpiew ptaków – to było to, co ją cieszyło. I nie chodziło tu o to, że to była jakaś „wredna baba”, która nie dogadała się ze swoimi dziećmi. Po głosie i po tonie jej wypowiedzi wnioskuję, że była to tak pogodna osoba, że ja też z chęcią bym ją spotkała. Przypuszczam, że wnuczki by ją uwielbiały. Ja przynajmniej po 5 minutach już ją uwielbiałam. Dlaczego chce zostać sama? Bo tak chce! A jej pogoda ducha wynika z tego, że robi to, co kocha. Bardzo rzadko spotykam staruszki w Polsce, które są podobnie pogodne. Mieszkają z wnuczkami, mają opiekę, ale jak tylko zobaczą kogoś do „pomęczenia”, to zaczynają swoją listę „co powinno się, a czego nie”. Myślę, że to dlatego, że one same nigdy nie zaznały prawdziwego szczęścia robienia tego, co je cieszy. Wypełniły wolę społeczeństwa.

To, czy ktoś jest naprawdę szczęśliwy, czy tylko udaje, można zauważyć po tym, czy ktoś jest pogodny, czy złośliwy i sarkastyczny wobec innych. Szczęśliwi ludzie nie niszczą innych.

 

Szczyt nieszczęścia.

Bez męża, bez dzieci, nauczycielka i to jeszcze języka niemieckiego. Na studiach doktoranckich, które przecież nic nie dają…

Z rozpaczy wyjechała na Ibizę, gdzie przecież jest bardzo niebezpiecznie.

Lipiec 2015

:))) Pozdrawiam z mojego świata 🙂 Ania

jaibiza

Reklamy

10 Komentarzy

Filed under Okiem Polki z zagranicy